Zadania domowe są bardzo częstym tematem rozmów związanych ze szkołą zarówno w kręgach rodziców jak i nauczycieli, nie mówiąc o uczniach.
Ostatnio śledziłam dyskusję, która odbywała się w internecie.
Na blogu http://www.nishka.pl/nie-odrabiam-z-dzieckiem-lekcji/ autorka przekonuje, że odrabianie lekcji z dziećmi przyczynia się do wyrabiania w nich samodzielności i odpowiedzialności. I ja się z nią zgadzam.
Diametralnie odmienne zdanie prezentuje Ela Manthey w tekście:
"To co robisz jest dla mnie ważne – dlaczego odrabiam lekcje z dziećmi" (www.juniorowo.pl)
Autorka podaje rzeczowe argumenty na poparcie swojego stanowiska i nie sposób ich nie przyjąć i ja się z nimi zgadzam.Dwa skrajne stanowiska na skali, na której można przesuwać suwak w prawo i w lewo kierując się własnymi doświadczeniami, poszukując "złotego środka".
Europejska Szkoła Podstawowa Dr Rahn w Zielonej Górze proponuje jeszcze inne rozwiązanie. Koncepcja szkoły opracowana na bazie doświadczeń europejskich szkół całodziennych zakłada wdrażanie uczniów do samodzielnego odrabiania lekcji w czasie popołudniowego pobytu w szkole.
Obserwuję rozwój tej umiejętności u naszych dzieci drugi rok.
- Czy to działa?
- W większości tak.
- Kiedy nie działa?
- Gdy rodzice decydują się odbierać dziecko wcześniej lub współczując sześciolatkowi (bo to przecież jeszcze maluszek) pozwalają dość często pozostać w domu.
W klasie pierwszej samo pojęcie "odrabiania zadań domowych" jest pojęciem abstrakcyjnym i jako takie wymaga cierpliwości, konsekwencji i czasu, żeby można było się z nim zaprzyjaźnić, oswoić, modyfikować i dostosować do indywidualnych predyspozycji. Wsparcie dają koledzy i kompetentny nauczyciel.
Drobnymi kroczkami, pokonując różne problemy, chwile słabości a czasami zniechęcenie, wyrabiamy nawyk samodzielnej pracy bez poczucia osamotnienia.
Chcemy, aby nasi uczniowie opuszczali szkołę "gotowi do życia rodzinnego".
Liczymy tu na kreatywne podejście rodziców do tematu. Z informacji, które do mnie docierają, wiem, że tak jest.
Refleksji, całkiem osobista.
Przed laty brałam udział w wyjeździe polskich nauczycieli do Bawarii. Poznawaliśmy system kształcenia, organizację szkolnictwa. Zachwycaliśmy się wyposażeniem tamtejszych szkół, hospitowaliśmy zajęcia w różnych typach szkół. Od szkół podstawowych, przez gimnazja do szkół specjalnych.
W pamięci pozostała mi do dziś lekcja matematyki. Temat: wyrażanie wielkich liczb za pomocą potęg liczby 10. Lekcja rozpoczęła się od sprawdzenia pracy domowej. Nauczyciel zapytał, kto chce zaprezentować swoje rozwiązanie. W mgnieniu oka pojawił się las rąk. Prawie wszyscy uczniowie chcieli pójść do tablicy. Nauczyciel kolejno prosił uczniów, którzy przedstawiali swój tok myślenia. W którymś momencie pojawiło się dobre rozwiązanie, ale omawianie pracy domowej się na tym nie skończyło. Wszystkie zaproponowane przez uczniów sposoby zostały zaprezentowane i omówione. Nauczyciel umiejętnie wskazywał na błąd popełniony w rozumowaniu. Każde z rozwiązań zostało docenione.
Wszystko odbyło się w przyjaznej, pogodnej atmosferze.
I podkreślam, to nie był sen!!!
Myślę, że Ci uczniowie odrabiali lekcje samodzielnie. I że sprawiło im to radość. Byli do tego wdrożeni i wiedzieli, że błąd jest jednym ze sposobów dochodzenia do wiedzy.
Mam nadzieję, że realizując koncepcję naszej szkoły osiągniemy podobne rezultaty.
Czego uczniom, rodzicom, nauczycielom i - nie bezinteresownie - sobie w przeddzień kolejnych dni zmagań szkolnych życzę.